sobota, 22 września 2018

Tęsknota

Kiedyś usłyszałam, że szczęście, to brak nieszczęść- gówno prawda. Chyba nie ma odpowiedniego miarodajnika szczęście. I to, co dla kogoś niefortunnością bywa, dla innych może końcem świata stać się.
I wstaję. I znów boli głowa. I nie mogę zrzucić na pogodę (słońce znów zbyt mocno świeci),na przeziębienie, czy alergię. Po prostu boli, tak od życia, po ludzku. I każde pulsowanie przypomina, co mogłam zrobić, a czego nie zrobiłam...
Stoję nad garnkiem. Po raz tysięczny wpatruję się jak mleko unosi się do góry. I tak mnie kusi przerwać tę monotonię. A niech raz będzie inaczej. Niech tam sobie wykipi, niech sąsiadka z czwartego ma choć raz konkretny powód stania w oknie. Może się na cos to przełoży i straż w dobrym momencie zawiadomi. W ostatniej chwili dosypuję kaszy...


Zaczynam układać ubrania. Najpierw kolorami...,Nie! Bez sensu...Zaczynam jeszcze raz. I pamiętam jakie historie z niebieską bluzką związane, a co dziurę zrobiło na kolanie wielką. No życie... I czuję w sercu sztorm. I takie serce zmęczone jakoś. Zamykam oczy i widzę Jej twarz, ale nigdy nie uśmiechniętą. I choć zawsze z ludźmi, i wokół niej wszyscy , to Ona samotna. Wiem, że ten smutek zaprowadzi Ja kiedyś do domu, albo przeciwnie...z wielkim hukiem te drzwi zamknie. Życie...Pamiętam, kiedy były przy Niej ciężkie dni,a noce czasem jeszcze cięższe. I kiedy wszystkie wschody słońca były moje . No pamiętam. I choć teraz droga kręta, wiem, że mam powody, by drogi tej nie zmieniać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz